Około pół miliona Polaków zniknęło w ostatnich miesiącach z brytyjskiego rynku pracy - wynika z najnowszego raportu przygotowanego na zlecenie rządu brytyjskiego. Gdzie tak wielka rzesza naszych rodaków się podziała?
- Nie zaobserwowaliśmy pojawienia się w ostatnim czasie licznych grup Polaków z Wysp w innych krajach, np. w Norwegii, Hiszpanii, Francji, Niemczech czy Luksemburgu - mówi dr Maciej Duszczyk, wicedyrektor w Instytucie Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik Zespołu Polityk Migracyjnych w Ośrodku Badań nad Migracjami. - Prawdopodobnie większość wróciła do kraju. Emigranci najczęściej nie wracają do swoich rodzinnych stron, jeśli są to małe miejscowości. Wybierają duże miasta, np. Warszawę, Kraków, Wrocław czy Poznań.
Jednak nadal poza Polską - według dr. Duszczyka - przebywa około milion rodaków, a chodzi tylko o tych, którzy wyjechali z kraju po 1 maja 2004 r., czyli od chwili, gdy zostaliśmy członkiem Unii Europejskiej. By uzmysłowić sobie skalę problemu, warto wiedzieć, że jest to tak, jakby przez trzy lata nie urodził się ani jeden Polak! - W wyniku emigracji straciliśmy w ciągu ostatnich 5 lat ogromną liczbę ludzi - podkreśla kierownik Zespołu Polityk Migracyjnych.
Nie ma dokładnych danych, które pokazałyby, ilu Polaków jest obecnie poza ojczyzną. Z badań Głównego Urzędu Statystycznego przeprowadzonych nieco ponad rok temu wynika, że za granicą było prawie 2,3 mln Polaków, w tym około 1,2 mln wyjechało od maja 2004 r. - Moim zdaniem dane GUS dotyczące wielkości emigracji po 1 maja 2004 r. są nieco zaniżone - mówi dr Duszczyk. Ocenia on, że nawet 1,8 mln Polaków w ostatnich ponad 5,5 roku ma doświadczenie pracy, czyli przebywało przynajmniej przez miesiąc w państwach należących do UE oraz w Norwegii, a wcześniej takiego doświadczenia osoby te nie miały. Polaków, którzy w Unii przebywali co najmniej rok jest - według niego - około 1 mln.
Dr Maciej Duszczyk szacuje, że obecnie około 1 milion rodaków przebywa w krajach Unii Europejskiej, przede wszystkim w celach zarobkowych. - Mówię o tych Polakach, którzy wyjechali do państw Unii po 1 maja 2004 r. oraz do Norwegii - precyzuje.
W krótkim czasie wyjazd prawie dwóch milionów rodaków był dla naszej gospodarki bardzo opłacalny - przyznaje dr Maciej Duszczyk
Niestety, nasza najmłodsza emigracja nie najlepiej odnajduje się na zagranicznych rynkach pracy. Polacy najczęściej wykonują prace typowe dla imigrantów, których nie chcą podjąć mieszkańcy bogatych krajów zachodnich, albo chcą, ale za znacznie wyższe stawki niż nasi rodacy.
O pracę na Wyspach Brytyjskich Polacy z reguły rywalizują z emigrantami z innych krajów, np. z Pakistanu, Indii, Chile czy Argentyny.
Rzadko osiągają najwyższe stanowiska za granicą. - Nawet ich dzieci zapewne będą miały trudności z odniesieniem spektakularnego sukcesu. Społeczeństwo brytyjskie nie jest skore do oddawania lukratywnych miejsc pracy obcokrajowcom - mówi dr Duszczyk. - Ale podobnie jest w Polsce. Przecież nawet najlepsi absolwenci z najlepszych uczelni z reguły nie odnoszą wielkiego sukcesu zawodowego w ciągu kilku lat.
Z raportu sporządzonego przez Komisję ds. Równości dla rządu Wielkiej Brytanii wynika, że Polacy dobrze wpisali się w brytyjski rynek pracy. Mimo to po roku od antypolskich demonstracji na Wyspach, które wywołały osoby zatrudnione w sektorze budowlanym, związkowcy zapowiadają teraz nowe protesty. Przypominają premierowi Gordonowi Brownowi, że obiecał miejsca pracy dla Brytyjczyków.
Dr Maciej Duszczyk podkreśla, że Polacy pomiędzy 2005 a 2007 rokiem zostali zatrudnieni na rynku brytyjskim w sektorze budowlanym, ale także w innych branżach szeroko rozumianego przemysłu ciężkiego, bo wtedy było w nich sporo wolnych miejsc pracy. Kryzys zmienił sytuację.
- Problem wynika z tego, że brytyjscy pracodawcy, kierując się rachunkiem ekonomicznym, częściej zwalniają swoich rodaków, a zostawiają Polaków - mówi nasz rozmówca. - Jesteśmy i tańsi, i bardziej efektywni. W innych sektorach nie słyszałem o protestach przeciwko zatrudnianiu Polaków w Wielkiej Brytanii - dodaje.
Chociaż Polacy najczęściej wykonują ciężkie, mozolne prace, to w nich na Wyspach radzą sobie lepiej niż inne nacje. 96 proc. Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii pracuje, czyli bezrobocie wśród naszych rodaków praktycznie nie istnieje.
- Jednak z punktu widzenia nie tylko powszechnie uznawanego prestiżu zawodów, ale również zarobków, jesteśmy niemal na samym dole, na poziomie robotników z Pakistanu czy Indii - twierdzi dr Duszczyk.
Jego zdaniem wynika to z akceptacji wynagrodzeń przez Polaków. Większość z nich myśli o swojej pensji przez pryzmat wynagrodzenia w Polsce. Ograniczają spożycie i integrację w społeczeństwie brytyjskim, kalkulując, że muszą zaoszczędzić, by zgromadzić jak najwięcej pieniędzy, gdy wrócą do Polski.
- Pakistańczycy czy Hindusi - inaczej niż Polacy - myślą w kategoriach stałego pobytu w Wielkiej Brytanii - mówi wicedyrektor w Instytucie Polityki Społecznej UW.
Z punktu widzenia gospodarki brytyjskiej było i jest bardzo korzystne zatrudnianie na Wyspach Polaków. Odwrotnie jest w przypadku naszego kraju, choć sprawa nie jest jednoznaczna.
- W krótkim czasie wyjazd prawie 2 milionów Polaków był dla naszej gospodarki bardzo opłacalny - przyznaje dr Maciej Duszczyk. - Upuściliśmy "zbędną krew". Mieliśmy bowiem w tym okresie (lata 2005-2007) za dużo rąk do pracy. Żadne państwo europejskie nie zmniejszyło tak bardzo bezrobocia, jak Polska w latach 2005-2008. W obecnej jednak sytuacji bardzo korzystny byłby powrót emigrantów.
Kierownik Zespołu Polityk Migracyjnych podkreśla, że milion Polaków, którzy są za granicą, oznacza wielkie straty dla naszego państwa. Prognozuje, że jeszcze przez przynajmniej kilka-kilkanaście lat będziemy państwem, z którego więcej osób będzie wyjeżdżało.
Dr Duszczyk ocenia jednak, że w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej fala emigracji nie będzie miała charakteru tak masowego, jak przez kilka ostatnich lat.
- Po prostu, nie ma dzisiaj "zasobów migracyjnych", czyli dużej liczby Polaków, którzy mogliby wyjechać z kraju - twierdzi.
Zwraca uwagę, że zdarzyć się może, iż za jakiś czas - przez rok czy dwa - za chlebem znowu wyjedzie spora grupa Polaków. Jednocześnie realne jest, że będziemy mieli równie liczne powroty lub to, iż do nas przyjedzie liczna grupa obcokrajowców, np. z Ukrainy czy Białorusi.
- Decyzje migracyjne mają osobisty charakter, trudny do uchwycenia dla ekspertów - wyjaśnia dr Duszczyk.
Zrodlo:
art.napisal : WŁODZIMIERZ KNAP
dziennik.krakow.pl