praca
jno
biuros
krakow
wrozby

Na ratunek dzieciom. Cichy bohater z Utoyi

PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
sobota, 23 lipca 2011 16:29

utoyaTo była prawdziwa rzeź. 32-letni szaleniec dokonywał brutalnej egzekucji na każdym dziecku, które mógł znaleźć na wyspie. Pośrodku tragedii pojawił się prawdziwy bohater. Gdyby nie on, ofiar byłoby jeszcze więcej. – Zrobiłem tylko to, co trzeba – mówi.

Kasper Ilaug, 53-letni programista, spędzał piątkowe popołudnie przed swym domkiem letniskowym na wyspie Storoya. Oglądał relację z wyścigu Tour de France, ot, po prostu kolejny przyjemny dzień zasłużonego urlopu. Do czasu. Gdy tylko w centrum Oslo eksplodowały bomby, telewizja natychmiast przerwała transmisję sportową, zaczynając relacjonować dramatyczną sytuację na ulicach norweskiej stolicy.

 

Uwagę Ilauga przykuły obrazy pokazujące częściowo zniszczony przez wybuch budynek rządowy, w którym pracuje jego była żona. Natychmiast wysłał do córki sms-a, by dowiedzieć się, czy z matką wszystko w porządku. - Tak, wszystko dobrze – odpisała mu po chwili. Kilka minut później zadzwonił telefon. Ilaug usłyszał w słuchawce przejęty głos jednego ze swych przyjaciół: "Musisz wskoczyć w łódkę naszych przyjaciół i ratować ludzi z Utoyi, tam dzieje się coś strasznego". Ilaug myślał początkowo, że to żart. Tak czy inaczej, wziął szybko swój telefon komórkowy, iPada, założył żółtą kurtkę, czerwony kask i cholewy, po czym pobiegł na przystań. Wskoczył szybko do niewielkiej łódki dla wędkarzy i odpalił silnik.

Na wyspę Utoya dopłynął w ciągu kwadransa. W pobliżu brzegu zobaczył inne zacumowane łódki. – Widziałem dzieci leżące na ziemi, machały do nas rękami. Były przerażone – powiedział. Dzieci ukrywały się pomiędzy nabrzeżnymi skałami. – W tym samym momencie dostałem wiadomość od mojego przyjaciela, napisał, że na wyspie jest szaleniec , który morduje ludzi. Po chwili nad moją głową przeleciał śmigłowiec. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że nie ma mowy o żadnym żarcie – relacjonuje Ilaug.

Gdy Ilaug przybił do brzegu, natychmiast zabrał na pokład łódki tyle dzieci, ile tylko mógł. Większość z nich była w kostiumach kąpielowych, trzęsły się z zimna. – Były w szoku – mówi Ilaug. Gdy miał już odpływać, spostrzegł nieopodal inna grupę dzieci. – Machałem do nich, ale żadne z nich mi nie odpowiedziało. Myślałem, że może boją się wyjść zza skał. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że już nie żyły. Dzieci, które zabrałem na łódkę, pytały, czy jestem z policji. Odpowiedziałem, że nie, że chcę je przewieźć w bezpieczne miejsce, gdzie otrzymają pomoc medyczną – dodaje.

Dzieci zdały Ilaugowi szokującą relację z wydarzeń na wyspie. Powiedziały mu, że strzelał do nich mężczyzna w stroju policjanta, że wielu ich kolegów zginęło. Ilaug skoncentrował się na tym, by jak najszybciej dowieźć dzieci do brzegu, na którym, obok radiowozów policji, stały już karetki pogotowia, z lekarzami szykującymi się do akcji ratunkowej.

 

Ilaug przepłynął w obie strony jeszcze dwa razy ratując kolejne dzieci przed pewną śmiercią. – Były mi wdzięczne. Ciągle mówiły "Dziękuję panu, dziękuję, dziękuję". Jedna z dziewczynek zaczęła płakać. Próbowałem trzymać ją z dala od innych, by nie udzielał im się panika. Powiedziałem im w końcu, że muszą być cicho, inaczej nie wydostaniemy się cało z wyspy – opowiada.

Ilaug dopiero po przybiciu do brzegu zdał sobie sprawę, że również on sam mógł stracić życie. Ale niebezpieczeństwo nie miało żadnego znaczenia. – Zdałem sobie sprawę, ze siedzę w łódce w czerwonym kasku i żółtej kurtce, co czyniło mnie przecież doskonałym celem – przyznaje.

Kilka godzin później Ilaug doszedł do wniosku, że nie zrobił nic specjalnego. Nie w Norwegii, kraju słynącym przecież ze spokoju, zamieszkanym przez serdecznych, szczerych ludzi. – Jest wiele osób, które zachowałyby się tak, jak ja, gdyby tylko były na moim miejscu – twierdzi Ilaug. – W kraju żyje niecałe 5 milionów osób. Tu nie dzieje się nic specjalnego. Nawet w chwilach grozy potrafimy zachować spokój. Jestem zwykłym Norwegiem. Wiem, że moi rodacy zrobiliby dla mnie to samo, co ja zrobiłem dla dzieci z Utoyi – podkreśla.

Ilaug, po zakończeniu akcji ratunkowej, nie położył się w ogóle spać, cały czas myślał o tragedii, do której doszło na Utoyi. I nie dowiedział się w końcu, kto wygrał Tour de France. Ale to już nie miało dla niego większego znaczenia.

 

http://www.youtube.com/watch?v=l_ndyxM7lNQ

 

Zrodlo:onet.pl

Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
Musisz sie zalogowac aby dodac komentarz, zarejestruj sie jesli jeszcze nie masz konta

busy
Zmieniony: sobota, 23 lipca 2011 16:41
 

Kurs języka norweskiego

SPRZEDAM SLICZNE KOTKI
Bezpłatnie
Wczoraj
Praca dla cieśli szalunkowych z okol
Cena do uzgodnienia
Wczoraj
Praca dla cieśli konstrukcyjnych z o
Cena do uzgodnienia
Wczoraj
ODPADY
Bezpłatnie
3 dni temu
PILNIE
Bezpłatnie
3 dni temu

An error occured during parsing XML data. Please try again.